Czy picie alkoholu jest grzechem? – rozmowa przy kufelku w Oleśnicy Wczoraj, w piękne popołudnie, spacerowaliśmy po Oleśnicy. Pachniało lipą i letnim kurzem, słońce miękko osiadało na dachach, a my – w dobrym towarzystwie – postanowiliśmy przysiąść na chwilę i napić się kufelka piwa. Czasem trzeba pozwolić sobie na takie drobne zatrzymanie. I właśnie wtedy, w tej prostej chwili biesiadowania, mój przyszły zięć zadał pytanie, które zostało ze mną jeszcze długo po powrocie do domu: – A czy picie alkoholu jest grzechem? Zadane bez prowokacji, bez drwiny – po prostu z ciekawością. Z taką otwartością, że poczułam wdzięczność. Bo w tych prostych pytaniach kryje się często najgłębsza duchowa tęsknota. Odpowiedź jest prosta i zarazem złożona: Samo picie alkoholu nie jest grzechem. Jezus pił wino. Przemienił wodę w wino, by świętować z ludźmi radość i obecność Boga pośród codzienności. W tradycji chrześcijańskiej wino ma znaczenie sakralne, symboliczne i zdrowotne – ale klucz tkwi w umiarkowaniu. Dziś jednak – i o tym warto mówić – alkohol to często już nie ten sam napój, który znała Hildegarda. Współczesne piwa, kolorowe drinki, whisky z dodatkami smakowymi – to często wyroby przemysłowe, pozbawione naturalności, pełne chemii, mające niewiele wspólnego z prostotą gronowego wina, o którym pisała święta z Bingen. Hildegarda z Bingen zalecała wino wytrawne, gronowe, najlepiej domowej roboty, i zawsze z umiarem – jako składnik zdrowych napojów leczniczych. Dla niej wino było nośnikiem ciepła, harmonii, ale także – środkiem pomocnym w przygotowywaniu leczniczych wyciągów ziół. Nigdy nie traktowała go jako środka ucieczki od rzeczywistości. Więc kiedy wczoraj usiedliśmy w Oleśnicy przy kufelku piwa, odpowiedziałam – najprościej jak umiałam: – To zależy, po co i jak pijesz. Jeśli z radością, z wdzięcznością, w umiarze – nie widzę w tym nic złego. Ale jeśli po to, by zagłuszyć ból, uciszyć sumienie, zapomnieć – to już nie napój, to ucieczka. A ucieczka od prawdy zawsze oddala nas od Boga i wyrządza krzywde. Bo przecież najważniejsze jest serce – jego pokój, jego intencja. I choć sama coraz częściej sięgam po ziołowe napoje – z piołunu,pietruszki czy lawendy – to nie z zakazu, ale z wyboru. Bo widzę, że to mi służy. I lubię myśl, że święta Hildegarda gdzieś tam się uśmiecha na myśl o ziołowym winie z galgantem, a nie szklance coli z rumem. Z miłością do prostoty i wdzięcznością za prawdziwe rozmowy, Ewelina – w radości, pokoju i ciszy
